Pielgrzymkowe świadectwo

Małgorzata Porada ocds - Rodzina Szkaplerzna (Karmelitańska)
Olsztyn, dn. 21.08.2005 r.

2018-01-02 23:16:39

Relacja z pielgrzymki: cz. 1, cz. 2, cz. 3

Poranek 20 sierpnia 2005 roku przywitał nas pogodą, choć trochę za ciepłą jak na pielgrzymowanie (w słońcu prawie 30 stopni), ale już parę minut przed godziną dziewiątą przyjechały autokary i samochody z pątnikami (nie tylko z Polski), przed wszystkim z tymi na wózkach, o kulach, bo przecież dla niech ta pielgrzymia droga, no i oczywiście wielu "aniołów stróżów" osób niepełnosprawnych, czyli wolontariuszy. W sumie jak się później okazało w bazylice - około 800 osób.
Po wejściu do kościoła parafialnego w Olsztynie, po krótkim słowie i błogosławieństwie proboszcza miejsca ks. Kan. Ryszarda Grzesika i pokropieniu na drogę, jeszcze kilka ogłoszeń wypowiedzianych jak zwykle śpiewająco przez jednego z duchowych przewodników pielgrzymki - ks. Mariusza wyruszamy w niezłym jak na początek haosie - w 2 grupach.
"Krok, w krok, za krokiem w krok.." W Kusiętach witają nas przygotowani do drogi Aneta i Marek z dziećmi - starzy znajomi betelowcy. Od tej pory jest nas więcej. Nad bezpiecznym przejściem przez tory kolejowe - notabene niestrzeżone - czuwa ochraniając nas swym własnym ciałem - ks. Mariusz. Jeszcze troszkę i znów śpiewająco idziemy na pierwszy postój, więc przy okazji w ruch ruszają kanapki, termosy, by mieć siłę do dalszej drogi. Nie zapominamy o duchowej stronie tej pielgrzymki, bo czymże byłaby ta droga bez pokrzepiającego słowa naszych duchowych przewodników. Już tradycyjnie na dachu jednej z furgonetek robi to wspaniale ks. Mariusz, który wraz z naszym drugim "aniołem stróżem" - ks. Jackiem Marcińcem służy nam sakramentem pojednania. Myślę, że i tego było nam potrzeba, bo powitanie Matki bez pojednania z Jej Synem i naszymi braćmi byłoby puste, nic nie znaczące. Istotnie, ten sakrament pozwolił nam otworzyć się na drugich, a nie pozwolił, by hermetycznie zamknąć się i samemu przeżywać tę drogę, by nie stała się ona tylko turystyczną przygodą. Wielu szło się od tej pory lepiej, z pełną świadomością do Kogo i po co idziemy, bo Maryja jest dla nas przecież wspaniałą Matką. Na rozdrożach za Kusiętami (może to niektórzy nie zauważyli) nad lasem góruje piękna iglica Jasnogórskiej wierzy Domu Matki. Niektórym zrobiło się lżej na duszy, że coraz bliżej celu, choć pielgrzymich kroków musimy zrobić jeszcze tysiące.
"Raz, dwa, trzy cały świat, niech cały świat śpiewa z nami, Bogu dziękując za słońce i nieba aksamit..." Nasze grupki rozśpiewane - rywalizując między sobą - kroczyły ze śpiewem na ustach dzięki "muzycznym". W łączności z Benedyktem XVI i Sługą Bożym Janem Pawłem II przeplatający je śpiew Anioł Pański, różaniec były nieodłącznymi modlitwami łączącymi rozgadaną i wesołą brać pielgrzymią, które pozwoliły dotrzeć do następnych ogłoszonych tradycyjnie śpiewająco postojów. Wzajemnym rozmowom nie było końca. Mnie było dane rozmawiać z aspirantką ss. Boromeuszek. Dziewczyna, podobnie jak wielu nieznanych ludzi witających nas potem na Jasnej Górze, była urzeczona ilością "sprawnych inaczej". Oby ta braterska wspólnota (gdzie każdy był dla każdego nie kimś anonimowym, tylko "bratem", "siostrą", przetrwała przez cały rok i abyśmy spotkali się w podobnym lub większym składzie w następnym roku.
Czym ta pielgrzymka była dnia mnie? Teraz to samo pytanie stawiam sobie, pytanie, które zadała niespodziewanie dziennikarka na błoniach jasnogórskich. Osobiście, zatrzymaniem się w biegu, w tym zlaicyzowanym świecie, by zobaczyć, którą drogą pielgrzymować dalej przez życie; zastanowieniem się, co robić, by nie było ono puste, zamknięte na bliźniego, by pomyśleć o tych, którzy stanąwszy na mej drodze życia wyświadczyli dobro.
Czy było ciężko? W takich momentach nie myśli się o zmęczeniu, jeśli w perspektywie ma się świadomość, że na końcu pielgrzymiej drogi staniemy z modlitwą w Kaplicy przed Matką, że wtulimy się w jej Matczyne ramiona, dziękując za opiekę, prosząc o łaski dla rodziny, znajomych, siebie. Nie jest ważne, czy ci, co wejdą do Kaplicy "ostatni będą pierwszymi". Ważne jest to, że "wszyscy jesteśmy braćmi, jesteśmy jedną rodziną...", wielką rodziną Bożą i powinniśmy sobie wzajemnie pomagać, dając świadectwo miłości jedni z drugimi.
Czy wyruszę na pielgrzymi szlak za rok? Myślę, że o tym wie tylko Bóg i On da mi znak, czy to zrobić... A za tego roczną pielgrzymkę wszystkim składam ogromne "Bóg zapłać".

Dołącz do nas


Pielgrzymka na Jasną Górę
Olsztyn k. Częstochowy
7 IX 2019